"Zimno, bardzo zimno" - Kilka słów o odmrożeniach

Już nie raz to powtarzałem w innych tekstach, ale powtórzę to jeszcze raz: zimą góry są pięęękne. Są też szczególnie niebezpieczne. Można się łatwo zgubić i szczególnie łatwo sobie coś odmrozić. No, ale powoli. Czym właściwie jest odmrożenie? Jest to oczywiście nic innego jak uszkodzenie skóry w wyniku działania zimna. Ogólnie istnieje coś takiego jak zero fizjologiczne. Jest to wrażenie występujące, gdy temperatura skóry i otoczenia jest jednakowa. Receptory zimna reagują na spadek temperatury rzędu 0,004 stopnia na sekundę. Stan zera fizjologicznego wynosi dla człowieka około 37 stopni. Waha się on nieznacznie, zależnie od warunków zewnętrznych (pora dnia, nocy) oraz fizjologicznych. Temperatura skóry zawsze jest mniejsza, dlatego za komfortową uważa się temp. 22 - 29 stopni. Oczywiście chodzi o nagą skórę, a tak to chyba nikt nie uprawia turystyki:) Odczucie zimna można zwiększyć przez głód, pragnienie, niewyspanie, zmęczenie i niedostatek tlenu. Pewnie każdy się już przekonał, że nic tak nie potęguje uczucia zimna jak wiatr. Nie ma rzeczy, która może mnie bardziej wkurzyć rano, jak podmuchy lodowatego wiatru. Przyśpiesza on znacznie utratę ciepła. Dlatego tak ważne jest zabranie zawsze ze sobą kurtki przeciwwiatrowej. Doskonałym przewodnikiem cieplnym jest woda. Chyba nie można zrobić nic głupszego jak stanąć na szczycie góry w spoconej koszulce podczas nawet lekkich podmuchów wiatru.

Na odmrożenia szczególnie narażone są głowa, szyja i kończyny. Ucieka nimi ponad 50% naszego ciepła. Odmrożenia dzielą się zasadniczo na: pierwszego stopnia (zaczerwienienie), drugiego (pojawiają się bąble) oraz trzeciego (martwica). Nawet lekkich odmrożeń nie wolno ignorować, trzeba je pokonać w zarodku. Pierwszym niepokojącym objawem jest uczucie zimna. Gdy idzie się po głębokim śniegu stopy prawie cały czas zanurzone są w nim. Gdy śnieg oblepi buty niebezpieczeństwo odmrożenia wzrasta. Stopy nie są w stanie samodzielnie wytworzyć takiego ciepła, które mogłoby je ogrzać, gdy są dodatkowo oblepione śniegiem. Śpiąc w zimnie, gdy włoży się buty do śpiwora (Trzy pory roku) rano będą cieplejsze. Gdy jest nam w nogi bardzo zimno, trzeba się zatrzymać, zdjąć na chwilę buty i rozetrzeć stopy. Oczywiście nie, kiedy powietrze jest bardzo zimne. Jeśli zaczynamy odczuwać ból, tym bardziej trzeba podjąć odpowiednie kroki. Dobrym sposobem jest zmiana skarpetek na świeże. Nie będą one od razu rozgrzane, ale suche i dłużej będą trzymać ciepło. Kilka par skarpetek też robi swoje. Dobrze mieć na sobie cienkie, bawełniane skarpetki i grube, wełniane. Można też korzystać z nawet trzech par skarpet. Ideałem byłyby skarpety odprowadzające wilgoć, ale nie trzeba mieć od razu 180 zł na nogach. Gdy już jednak dojdzie do odmrożenia (objawem jest silny ból i zaczerwienienie), bezwzględnie trzeba wejść do jakiegoś ciepłego budynku. Lepiej zrezygnować ze zdobycia jakiejś góry lub przejścia zaplanowanego odcinka. Możemy to zrobić innym razem, a jeśli zignorujemy odmrożenie, może się ono powiększyć, a wtedy będziemy w większych tarapatach. Gdy już wejdziemy gdzieś, gdzie jest ciepło, szybko trzeba zdjąć buty i włożyć nogi do LETNIEJ wody. Gdy odmarznięte nogi włożymy od razu do gorącej wody (a są tacy), będzie bolało. Bardzo, a poza tym jest to niebezpieczne dla stóp. Nawet letnia woda będzie sprawiać wrażenie gorącej. Stopniowo można zwiększać temperaturę wody, ale dopiero, gdy poczujemy, że woda w misce jest letnia. W każdym razie proces ogrzewania nie może być gwałtowny, ponieważ podczas wychładzania powstają szkodliwe produkty przemiany materii a podczas szybkiego ogrzania nastąpi ich gwałtowne uwolnienie do komórek. Z odmrożeniem drugiego stopnia już nie pójdzie tak łatwo.

Jest to już przypadek, którym zająć się musi lekarz. Jedyne, co możemy zrobić do jego przyjazdu to niedopuszczenie do zmarznięcia.

Odmrożenie jest w pewnym sensie kalectwem, bo raz odmrożona część ciała (nawet lekko) jest o wiele bardziej podatna na odmrożenia.

Ale mróz jest w stanie nie tylko pozbawić nas palca lub całej kończyny. Może nawet zabić. Wszyscy kiedyś zmarzli, nie koniecznie w górach, ale nie raz trzęśliśmy się z zimna. Owe drżenie to nic innego, jak reakcja obronna naszego organizmu. Mięśnie kurcząc się wytwarzają ciepło. Czasem, gdy jest bardzo zimno zaczynamy szybciej oddychać, serce zaczyna bić szybciej. Jest to również spowodowane wysiłkiem organizmu, mającym na celu wytworzenie dodatkowego ciepła. Samo drżenie jest sygnałem, że musimy się gdzieś schronić. Swoją pracę przyśpiesza metabolizm, który ma za zadanie wyrównać straty ciepła. Spalamy coraz więcej tłuszczów i niestety nie tylko tłuszczów! Organizm ogranicza ukrwienie skóry, nosa, małżowin usznych i kończyn. W końcu lepiej stracić nogę niż głowę. W sumie logiczne. Zresztą każdy człowiek jest wyposażony w mózg, dzięki któremu może sam ocenić jak jest mu zimno, drżenie jest jednak sygnałem, że trzeba by się nad tym zastanowić (na pewno dowiemy się o tym zanim będzie za późno i nie warto tego zlekceważyć).

Jak pisaliśmy powyżej, wilgoć jest kolejnym wrogiem ciepła. Gdy nasze ubrania są wilgotne, szybciej się ochładzają i trzeba więcej czasu, żeby się zagrzały. Więc trzeba postępować tak, jak ze skarpetkami. Gdy tylko poczujemy, że nasze ubranie jest choć trochę wilgotne, zaraz musimy założyć coś suchego.

Ale co robić, gdy jesteśmy z dala od czegokolwiek? Nie panikować. Gdy mamy do czynienia z odmrożeniem, trzeba, co chwilę poświęcać kończynie trochę czasu (najlepiej rozcierać), gdy zaczynamy marznąć, można co jakiś czas np. wypić gorącą herbatę (bo przecież nie chodzimy zimą w góry bez palnika i gazu, bezwzględnie nie można zapomnieć przynajmniej o termosie). Jeśli to możliwe wracać. Można też próbować ogrzać delikwenta śpiworami, folią NRC. Tak czy inaczej nie można dopuścić do utraty ciepła. Człowiek opanował wiele rzeczy, ale natury nigdy nie pokona. Można najwyżej pójść z nią na kompromis. Zimą każdy błąd może nas kosztować nawet życie.

Teraz wspomnę jeszcze o niezbędnym wyposażeniu na zimowe wędrówki. Powinniśmy się ubrać na cebulkę. Jest to stary, ale najskuteczniejszy sposób na zimno. Więcej cienkich rzeczy jest skuteczniejsze od jednej grubej, ponieważ pomiędzy ubraniami występuje wtedy izolacyjna warstwa powietrza. Niech przykładem będą polary. Dwa polary 100 nałożone na siebie grzeją nas wydajniej od jednej 300. Jest to chyba bardzo wymierny przykład. Z kolei dwie 300 + kurtka przeciw wiatrowa mogą nam zastąpić kurtkę puchową. Na głowie obowiązkowo czapka odpowiedniej grubości do warunków. W duże mrozy przyda się nawet kominiarka. Obowiązkowy jest także tłusty krem na zimę. Na ręce rękawiczki, najlepiej odprowadzające wilgoć od skóry. Teraz spodnie. Każdy chciałby posiadać goretexowe, ale wystarczą normalne spodnie, a pod spód getry lub kalesony. Obowiązkowe natomiast są stuptuty, które zabezpieczają przed wpadaniem śniegu do buta, byłoby to niepożądane o czym już wspominaliśmy wyżej. Buty to są znowu idealne skorupy, bo składają się s buta wewnętrznego i zewnętrznego a o izolacji powietrznej już wspominałem. Podczas mniejszych mrozów wystarczą buty skórzane lub syntetyczne. W plecaku powinny się znaleźć: zapasowe ubrania (sweter, skarpetki na zmianę), termos z herbatą, i przyda się maszynka do gotowania z garnkiem, jeśli pobyt w górach się przedłuży. Nie należy zapomnieć oczywiście podstawowego sprzętu całorocznego i zdrowego rozsądku.

Na koniec będzie mała ciekawostka. Odmrożeń można się nabawić także w temperaturach kilkanaście stopni powyżej zera. Powodem mogą być zbyt ciasno zawiązane buty lub paski od raków. I jeszcze jedno. Wbrew obiegowej opinii alkohol nie rozgrzewa. Pobudza po prostu receptory ciepła, tak jak mentol receptory zimna. Oszukane ciało uruchamia procesy chłodzenia a nie ogrzewania i uwalnia tak drogocenne ciepło, a wszystko przy naszej niewiedzy. Skutki tego działania mogą być opłakane.

Ktoś kiedyś powiedział, że w góry zawsze trzeba chodzić z kimś bardziej doświadczonym od siebie. Zimą trzeba się trzymać tej zasady. Nawet super zaawansowane porady (nie twierdzę, że powyższy tekst do takich należy) mogą okazać się zbędne. Nigdy nie wiemy jak postąpimy, gdy adrenalina podejdzie nam do gardła. Trzeba zdobywać doświadczenie w praktyce, teoria to najwyżej 25% naszych umiejętności.

Wisława Szymborska napisała: "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" i jest to święta prawda. Doświadczenie, doświadczenie i jeszcze raz doświadczenie. Tylko to nas uratuje. Mamy nadzieję, że ten tekst pomoże je pogłębić.

Wojtek Lortz
Michał Pawełczyk

»w górę

All © copyright by GT WERTEP. Wszystkie teksty i zdjęcia na stronie oraz sama witryna są objęte prawami autorskimi. Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i zgody administratora jest zabronione. Projekt i wykonanie: Michał"anghan"Pawełczyk. Autorem zdjęcia w nagłówku strony jest Marcin Matyja - Fotografia Ślubna.