Trzy Pory Roku

Pewnie większość ludzi już o tym wie, ale potwierdzę to jeszcze raz: Góry to miejsce szczególne. Pod każdym względem. Także pod względem pór roku. W prawie każdym miejscu na Ziemi są cztery. W górach trzy. Zasadniczo dzielą się na zimę, "niezimę" i lato. Przynajmniej pod względem przygotowania do wyjazdu i samego marszu.

Podstawowa zasada latem: nie przegrzać się. Zimą jest odwrotnie. "Niezima" właściwie nie jest porą szczególną. Nie można oczywiście zapomnieć o przyrodzie wiosennej i jesiennej. Wiosną możemy podziwiać przyrodę budzącą się z zimowego snu, jesienią zaś wspaniałe kolorowe pejzaże, drzewa mieniące się wszystkimi odcieniami złota. A co zabieramy ze sobą? Wczesną wiosną jest jeszcze zimno, jesienią- już.

A co zabieramy latem? Nie chodzi mi tu o wyjazdy z noclegami w kwaterach lub w schroniskach, bo w tych przypadkach nasz ekwipunek nie jest w znacznym stopniu uzależniony od pory roku. Latem bez problemu śpi się pod chmurką, kiedy pada wystarczy rozwinąć nad sobą kawał folii. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie przylegała do śpiwora, bo rano będzie trochę mokro (fizyka się kłania (patrz: zmiana stanu skupienia (:))). Śpiwór nie musi być najcieplejszy, bo latem nawet nocą nie jest za zimno. Wybór obozowiska też nie jest problemem. Wystarczy zwykła polanka (ważne, żeby nie był to rezerwat, ani park narodowy), obok strumyczka. I śpimy. Gdy jest sucho rozpalenie ogniska nie jest też problemem. Oczywiście nie wszędzie można. Następnego dnia wystarczy się ubrać, przekąsić coś i wyruszyć w dalszą drogę odganiając komary i muchy.

Zimą jest inaczej. Nie położymy się byle gdzie, bo możemy rano obudzić się pod kupą śniegu. Jeśli mamy namiot, problem znika, pojawia się jednak następny: trzeba uważać z gotowaniem wody wewnątrz namiotu i to nie dla tego, że można go spalić. Kiedy namiot nie jest dobrze wentylowany, na cała para wodna osadza się na ściankach namiotu, w wyniku czego rano namiot może być pokryty dość grubą, około centymetrową warstwą lodu, która nie da się tak łatwo odkleić. Szczególnie zmarzniętymi rękoma. Oblodzony tropik jest znacznie cięższy, a schowany do plecaka może go zmoczyć, kiedy lód zacznie się topić. Tak więc, lepiej gotować przy otwartym wejściu, chyba że ma się porządny namiot z dość dużymi otworami wentylacyjnymi. Są jeszcze bacówki i te lubię najbardziej. Dla tych, którzy nie wiedzą: Bacówka to szałas pasterski, w którym latem mieszkają górale wypasający owce na polanach. Czasem bacówki mają nawet ściany! Nie należy się spodziewać wielkich luksusów w środku. Jest niewiele cieplej, niż na zewnątrz, tyle że nie wieje. Jak jest dach, to nie napada do środka. Nie należy się też spodziewać łóżka. Ale karimatę trzeba mieć przy sobie zawsze, bez względu na porę roku i na rodzaj wyjazdu. Nie jest ciężka i nie zajmuje dużo miejsca, a może uratować nerki. Jak już znaleźliśmy fajne miejsce i usiedliśmy na chwilkę, dobrze by było podzielić obowiązki między siebie (zimą lepiej nie chodzić w pojedynkę). Trzeba zagotować wodę. Najlepiej na gazie, ale można też rozpalić w bacówce ognisko. Zimą nie jest to wcale takie proste. I trzeba pamiętać, żeby nie spalić bacówki. Na noc ognisko trzeba zgasić. To nic, że będzie zimniej. Przynajmniej mamy pewność, że rano się obudzimy w bacówce i w śpiworze.

Gdy chodzimy, buty okleja dość gruba warstwa śniegu, która pod wpływem ciepła naszej stopy topnieje. W nocy, gdy temperatura spada jeszcze bardziej (szczególnie między 3 a 6 rano), a nasze butki leżą obok nas, dzieje się z nimi coś dziwnego. I rano możemy się bardzo zdziwić, gdy nasze obuwie pokrywać będzie warstwa lodu. I możecie mi wierzyć, że miną co najmniej dwie godziny, zanim lód puści i będziemy mogli przynajmniej zawiązać buty, nie mówiąc już o ogrzaniu stopy. Dobrym sposobem jest włożenie botów do worka, a worka do śpiwora. Najlepiej ułożyć je w nogach, aby zbytnio nie uwierały. Stosowałem tą metodę na każdym zimowym wyjeździe, tylko zawsze nad ranem musiałem wyjść z bacówki, załatwić pewną bardzo ważną dla mężczyzny sprawę. Gdy człowiek cały trzęsie się z zimna to jedyne o czym myśli to wejście do śpiwora, a nie chowanie do niego butów. Poza tym zawsze powtarzałem sobie, że nie ma sensu chować butów na tą godzinkę, która została mi jeszcze do wstania. I za każdym razem rano miałem skorupy zamiast butów.

Fajnie mieć plecak, szczególnie, kiedy można go w każdej chwili zdjąć i otworzyć, aby wyjąć np. termos z gorącą herbatą. Po nocy spędzonej w namiocie zdarza się, że jest to niemożliwe. W namiotach jest cieplej, niż w bacówkach, bo para wodna, zarówno ta, którą wydychamy jak i ta, która paruje z naszych spoconych rzeczy nie ucieka na zewnątrz, tylko zostaje w środku. Jest przez to znacznie cieplej, ale i wilgotniej. Skroplona para wodna osiada na wszystkim, nawet na plecakach. Gdy następnego dnia pochodzimy parę chwil z wilgotnym plecakiem może obrosnąć go dość gruba warstwa lodu. Ubrań to nie dotyczy, bo nawet lekko wilgotne zagrzeją się ciepłem naszego ciała. Dobrym rozwiązaniem jest więc wypakowanie z plecaka wszystkiego, co może nam się przydać w nocy i włożenie go do dużego worka. Taki pakunek możemy spokojnie wystawić przed namiot (oczywiście jeżeli śpimy na odludziu, bo w przeciwnym razie naszego plecaka może rano nie być.

Gorzej, gdy zabłądzimy. Latem to pół biedy. Dni są dłuższe, noce cieplejsze. Ale zimą jest gorzej. W obu przypadkach trzeba przede wszystkim zachować zimną krew. Wiem, że łatwo to napisać, trudniej zrobić, ale tylko to może nas uratować. Nie wolno chodzić w kółko szukając schronienia. Trzeba wybrać jeden kierunek i iść wzdłuż niego. Oczywiście w dół. Jak dojdziemy do rzeki musimy iść wzdłuż niej. W żadnym wypadku nie wolno do niej wchodzić, jak to było w filmie "Przetrwać w Himalajach". Prędzej czy później dojdziemy do jakiejś chaty. Wszyscy o tym słyszeli, ale i tak to powtórzę: Nie wolno zasnąć. Picie alkoholu też nie jest rozwiązaniem. Być może rozgrzewa, ale na chwilę, a tylko osłabia naszą koncentrację. Trzeba po prostu iść w jednym kierunku. Jak mamy śpiwory i karimaty, to będzie łatwiej przetrwać noc. Najlepiej włożyć jeden śpiwór w drugi i wejść w dwie osoby to tak przygotowanego posłania. Powinno być ciepło. Dopiero wtedy można spać. Jak uda nam się rozpalić ognisko, będzie łatwiej i cieplej. W górach przydatny jest gwizdek. Międzynarodowy ratunkowy kod górski: 6 sygnałów na minutę. Jeśli go zapomnimy nie ma co panikować. Nikt bez powodu nie hałasuje gwizdkiem zimą (i nie tylko zimą) w górach. Najważniejsze, żeby sygnał był regularny. Innym sposobem wzywania pomocy jest wystrzelenie rac. Co prawda rzadko się zdarza, że ktoś ma przy sobie racę, ale jeśli. Kolory rac są nieprzypadkowe: Czerwony: pomocy! Zielony: odebraliśmy wiadomość, idziemy po was. Biały: zakończenie akcji. W górach nigdy nie pozdrawiamy lecącego helikoptera, bo może to zostać odebrane jako wzywanie pomocy i narazić załogę na niebezpieczeństwo. Gdy chcemy, żeby załoga helikoptera zawiadomiła służby ratownicze, że mamy kłopoty stajemy w takiej pozycji, żeby nasza sylwetka przypominała literę "Y" (Yes (nogi złączone, obie ręce wyciągnięte ku górze, lekko na skos)). Jeśli nie ma potrzeby wzywania pomocy, prawą rękę unosimy do góry, a lewą opuszczamy w dół, tak, żeby układ naszych rąk przypominał skośną linię w literze "N" (No). Po obfitych opadach śniegu w górach wysokich powinniśmy być ostrożni z używaniem gwizdka, bo może on spowodować lawinę.

Nie są to może nowości, może ktoś ma lepsze sposoby na przetrwanie nocy w trudnych warunkach. Nie wymyśliłem tego wszystkiego, dowiedziałem się tego od ludzi, których spotkałem na szlaku, od znajomych, czasem sam im coś podpowiedziałem. Co prawda jeszcze nie zabłądziłem w górach tak, że musiałem wzywać pomoc, ale w takiej sytuacji właśnie tak bym postąpił.

Cóż, tego było by chyba na tyle. Jeszcze tylko jedno, a mianowicie podstawowe zasady, których należy przestrzegać opuszczając obozowisko: Ktoś tę bacówkę musiał zbudować, więc uszanujmy jego pracę i zostawmy ją w takim stanie, w jakim ją zastaliśmy. Wszelkiego rodzaju zostawianie po sobie znaków jest co najmniej nie na miejscu i chyba nie przystoi komuś, kto nazywa siebie turystą. Gdy śpimy w namiocie (nie wiem, dlaczego przyjęło się używania spójnika "pod" namiotem) musimy zostawić idealny porządek tam, gdzie spaliśmy. Przyroda jest piękna, ale zależy to w dużym stopniu od nas. Nikt nie przyjdzie po nas posprzątać. Jeśli więc na szlaku zobaczymy jakieś paprochy, okażmy swoją wyższość nad tym, kto je zostawił i je zbierzmy. Dla dobrego samopoczucia.

Jeżeli ktoś przestrzega zasad wymienionych w powyższym akapicie, powinien wypiąć teraz klatę do przodu i powiedzieć "jestem kimś". Jeżeli jednak nie, to należałoby się zastanowić nad sobą. Góry to nasze wspólne dobro i wszyscy, bez wyjątku musimy o nie dbać. Niech to będzie zapłata za wspaniałe przeżycia.

Teraz już naprawdę kończę. Jeżeli ktoś uważa, że to, co napisałem to herezje, to niech mi o tym napisze. Z radością przyjmę wszelkie uwagi, szczególnie krytyczne. Może przy okazji dowiem się czegoś ważnego. Jeżeli ktoś ma swoje własne, sprawdzone sposoby na przetrwanie nocy poza domem, proszę, żeby napisał mi o tym, albo wpisał się do Księgi Gości. Może komuś to pomoże.

Powodzenia na wędrówkach i do zobaczenia na szlaku.

Wojtek Lortz

»w górę

All © copyright by GT WERTEP. Wszystkie teksty i zdjęcia na stronie oraz sama witryna są objęte prawami autorskimi. Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i zgody administratora jest zabronione. Projekt i wykonanie: Michał"anghan"Pawełczyk. Autorem zdjęcia w nagłówku strony jest Marcin Matyja - Fotografia Ślubna.