Babia Góra

16.09.2000. Pobudka o 4:15, potem śniadanie, mycie i można wychodzić. Zamknąłem więc mieszkanie i ruszyłem do Michała. Pojechaliśmy do Katowic autobusem. Z Katowic jechaliśmy już pociągiem. Pospiesznym. Nie spodziewaliśmy się tego i musieliśmy wydać na pociąg ok. 4 zł więcej. Z Suchej Beskidzkiej pojechaliśmy busem do Zawoi, skąd ruszyliśmy na Markowe Szczawiny. Droga nie była specjalnie trudna, szło się przyjemnie i lekko. W schronisku kupiliśmy trochę wrzątku i zrobiliśmy żurek z tytki. Jakie to było dobre!

Po posiłku poszliśmy najpierw niebieskim a następnie żółtym szlakiem na najwyższą górę w Beskidach (1725m n.p.m.) Początkowo droga nie była najtrudniejsza, trochę stromo. Ale gdy zaczęła się "Perć Akademików" można było to odczuć. Droga stawała się coraz bardziej stroma, aż doszliśmy do skałek. Można było na nich trochę odpocząć. Nad skałkami trzeba było iść po schodach. Bardzo długich schodach. Po dwudziestu minutach zaczęło się to robić nudne. Zwłaszcza, że przez mgłę nie było widać szczytu. Szlak stopniowo zanikał we mgle. Na szczycie zrobiliśmy wiatrochron z karimat i zjedliśmy kilka kanapek, popijając herbatą. Najlepsza herbata, jaką kiedykolwiek piłem. Posiedzieliśmy trochę i ruszyliśmy na Cel- Małą Babią Górę (1517m n.p.m.). Tam usiedliśmy wśród kosodrzewiny, która posłużyła nam za wiatrochron, bo wiało. Nie wziąłem rękawiczek, ale szybko zastąpiłem je wełnianymi skarpetkami. Były czyste. Jeszcze. Ale nie o tym. Zeszliśmy do schroniska czerwonym szlakiem. Nie było zbyt późno, więc chcieliśmy wracać do domu, ale kto by jechał w góry na jeden dzień. Poza tym jak się powiedziało, że wracamy w niedzielę, to trzeba wracać w niedzielę. Koło 18. już spaliśmy.

17.09.2000. Wstaliśmy po szóstej, zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się i już mieliśmy wychodzić, gdy nagle uświadomiliśmy sobie, że bufet, a zarazem portiernię otwierają dopiero o ósmej. I czekaliśmy. Przy okazji oddania klucza zaopatrzyliśmy się we wrzątek, zarówno do termosu, jak i do kubków. Po pysznej kawce wyszliśmy ze schroniska. Gdy wyszliśmy na jakąś polanę, zobaczyliśmy autokar jadący do Suchej Beskidzkiej. Postanowiliśmy jednak iść na piechotę, gdy usłyszeliśmy cenę kursu na dworzec: 5,60 zł. Po przejściu paru kilometrów doszliśmy do kościoła, a że właśnie zaczynała się msza, zostaliśmy. Po mszy szliśmy dalej. Doszliśmy do przystanku. Nie chciało nam się już iść, więc wydaliśmy po 5 zł na autobus.

W Suchej B. Kupiliśmy bilety, wsiedliśmy do pociągu i pojechaliśmy z przesiadką w Żywcu do domu.

Wojtek Lortz

»w górÄ™

All © copyright by GT WERTEP. Wszystkie teksty i zdjęcia na stronie oraz sama witryna są objęte prawami autorskimi. Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i zgody administratora jest zabronione. Projekt i wykonanie: Michał"anghan"Pawełczyk. Autorem zdjęcia w nagłówku strony jest Marcin Matyja - Fotografia Ślubna.