Bunt!!!
Coś tam było na początku, ale jak to mówią "czas zabija rany". Potrzebowaliśmy na to zaledwie kilku minut. Ale o co chodzi??
Cel- Lipowska. Taka była część pierwotnego planu. Ta, która "przeszła". Co do reszty, to nie było już tak fajnie. Więc po wielu sporach i kłótniach ustaliliśmy co i jak. Grupa twardzieli z II c postanowiła iść z Rajczy (bo to i taniej i trudniej), a z powodu sprzeciwu naszej p. przewodnik wyruszyliśmy ze Złatnej Huty. Ale i tak nie było lekko. Ale od początku:
Tradycyjna zbiórka na dworcu przebiegła bez szczególnych zakłóceń, o dziwo podczas wsiadania do pociągu również obyło się bez ofiar i rannych. W pociągu musieliśmy dać znać, że już jesteśmy, więc gardła poszły w ruch. Udało się dojechać do Rajczy, gdzie wałęsaliśmy się przez kilka dłuższych chwil. Podjechał bus. Zmieściliśmy się w dwóch. I w górę serca. Idziemy.
Droga nie była taka krótka i prosta, jak przewidywaliśmy. Trzeba było się pomęczyć. Pod koniec, na Rysiance ci TWARDSI podczas napływu litości wrócili kawałek, aby przejąć plecaki tych mniej twardszych. Po długim czasie spędzonym na słodkim odpoczynku ekipa wyruszyła na Lipowską, lecz tam, ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu kazano nam wrócić. I wróciliśmy na Rysiankę.
Podział pokoi nie był prosty, ale udało się dopasować ilość łóżek do ilości ludzi. Po zakwaterowaniu mieliśmy iść na spacer. Część poszła po drewno, a reszta zajęła się układaniem stosu. Znalazła się nawet niezwykle pomocna grupa, która wspierała obie w/w grupy. Stos był bardzo ładny. I tylko to się w nim udało. Ale na żywca z pomocą p. prof. Osiejuk zbudowaliśmy nowy. Coś się zjadło i pudło przestało stać w kącie. Była jazda.
Wieczorkiem w pokojach rozpoczęła się druga część dnia, która trwała dość krótko. Cisza nocna to cisza nocna. Niewielu co prawda poszło spać, ale [...]
Rano ok... bardzo rano w oknach można było zauważyć coś wspaniałego. Gdyby przez cały czas powietrze było tak wilgotne, a szczyty gór wyłaniałyby się z gęstej mgły jak wyspy z morza, turystów było by z pewnością zdecydowanie więcej. Lecz cóż: mgła zasłoniła wszystko, i można było wreszcie zabrać się za śniadanie. Część załapała się nawet na kiełbaski za gorąco.
Spakowaliśmy się, posprzątaliśmy i po zdjęciu wyruszyliśmy do Milówki, przez Lipowską i Boraczą. Po drodze spłoszyliśmy dużo zwierzątek, ale cóż. To nie nasza wina, że dym z ogniska działa tak długo.
A my tu na Rysiance, po górolsku, heeejjjj!
W pociągu powrotnym było miło. Dzięki stale działającej grupie muzycznej mieliśmy wolny przedział. O dziwo nie przyszedł nawet konduktor. Już nie chodzi o kontrolę biletów, ale o zwykłe wywalenie z pociągu. Ale nic nie przebije reakcji na widok pani Kasi. Ciężko to opisać.
I dojechało się do Katowic i rozjechało się do domów, robić zadania z matematyki.
Wojtek Lortz
All © copyright by GT WERTEP. Wszystkie teksty i zdjęcia na stronie oraz sama witryna są objęte prawami autorskimi. Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i zgody administratora jest zabronione. Projekt i wykonanie: Michał"anghan"Pawełczyk. Autorem zdjęcia w nagłówku strony jest Marcin Matyja - Fotografia Ślubna.



