Przez Szyndzielnię i Klimczok
Zobacz też:
To była wycieczka, której organizację zaczęłam już dwa tygodnie wcześniej. Nie dlatego, że jest to w jakiś sposób trudne lub niewykonalne. Myślę, że powodem było to, iż po pół roku bez wycieczek górskich (do tej przerwy zmusiła nas niestety zima), musiałam dać sobie nadzieję na ponowne wyjście. Oczekiwanie było długie, ale w końcu opłaciło się. We wtorek 10 kwietnia w końcu ruszyliśmy na szlak. Po wielu samoczynnych zmianach w ekipie na wycieczkę pojechało w sumie 12 osób z kilku różnych szkół. Mamy taką małą integrację. I to jest dowód, że pasja łączy, co bardzo mnie cieszy.
Pojechaliśmy, jak to się już wcześniej zdarzyło, pociągiem z Katowic do Bielska – Białej. Wysiedliśmy w Bielsku Głównym i autobusem miejskim przedostaliśmy się do Olszówki. Tam rozpoczęła się nasza piesza wędrówka. Już po dziesięciu minutach minęliśmy Dębowiec (686 m. n.p.m.). Pierwszym ważniejszym szczytem do zdobycia była Szyndzielnia. Spokojnie mieszcząc się w przewidzianym na to podejście czasie dotarliśmy do schroniska (1001 m. n.p.m.) mijając po drodze stację wyciągu. Tam zatrzymaliśmy się na postój. Jak i poprzednim razem mieliśmy ze sobą gitarę, co bardzo spodobało się pewnemu starszemu panu, którego napotkaliśmy w schronisku. W skutek tego usłyszeliśmy kilka piosenek w jego wykonaniu. Po wypoczynku już tylko fotka przed schroniskiem i mogliśmy ruszyć w dalszą drogę na Klimczok.
Im wyżej wchodziliśmy, tym więcej śniegu leżało na naszej drodze, ale na szczęście nie stanowiło to dla nas większej przeszkody. Zdobyliśmy szczyt (1117 m. n.p.m.), po czym przeszliśmy do schroniska. Jako że pozostało nam jeszcze trochę czasu, mogliśmy pozwolić sobie na dłuższy postój. Poskutkowało to zakupieniem wrzątku lub herbaty, w zależności od tego czy kupujący dysponował osobistym kubkiem. Muszę nadmienić, że bardzo spodobała mi się obecność przy schronisku niezwykle sympatycznych huśtawek (no wiecie, ktoś mi kiedyś powiedział, że w każdym człowieku, niezależnie od wieku, tkwią pierwiastki dziecka). Z Klimczoka szliśmy już na dół. W drodze powrotnej napotkała nas drobna niespodzianka. Rozpoczęliśmy schodzenie szlakiem czerwonym, aby na skrzyżowaniu szlaków przejść na niebieski. Po pewnym czasie dotarliśmy do skrzyżowania, ale ze szlakiem żółtym... Przyznam, że trochę nas to zaskoczyło, bo na mapie w tej okolicy nie było żadnego szlaku w tym kolorze. Powodem tego drobnego zamieszania była rzecz tak prozaiczna, jak wiekowość tejże mapy. Jest ona z pewnością dużo starsza od tego stosunkowo niedawno powstałego żółtego szlaku. Mogę jednak z dumą przyznać, że nie zmyliło nas to i zmysł turystyczny doprowadził nas do właściwego skrzyżowania ze szlakiem niebieskim.
Potem już bez większych komplikacji dotarliśmy na dworzec kolejowy w Wilkowicach Bystrej. Poczekaliśmy na pociąg, który jak mogę nadmienić, spóźnił się jakieś dwadzieścia minut i naładowani pozytywną energią na nadchodzący szkolny tydzień wróciliśmy do Katowic.
Ania Pawełczyk
All © copyright by GT WERTEP. Wszystkie teksty i zdjęcia na stronie oraz sama witryna są objęte prawami autorskimi. Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i zgody administratora jest zabronione. Projekt i wykonanie: Michał"anghan"Pawełczyk. Autorem zdjęcia w nagłówku strony jest Marcin Matyja - Fotografia Ślubna.



