Zimno, ciepło, mokro, sucho, czyli wyprawa na Babią Górę (1725 m n.p.m )

Na wyjazd ten czekałem bardzo długo. W mojej sytuacji na wyprawy wielodniowe mogę wyjeżdżać tylko podczas weekendów. 30.05.2002 rano otworzyłem oczy i uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy. To dzisiaj miałem wyjechać razem z tatą na podbój Królowej Beskidów. O tym czy było warto przeczytacie dalej.

Przez cały tydzień pogoda nie zachęcała do jakichkolwiek wyjazdów. Moja mama w tej sytuacji nie była chętna, aby wypuścić nas z domu. Jednak nawet ona nie była w stanie zgasić naszego zapału. Wyruszyliśmy z Jordanowa. Według planu dzisiaj mieliśmy dotrzeć na Halę Krupową i jak się okazało nie mieliśmy ochoty iść dalej. Gdy tylko wyruszyliśmy w trasę przywitał nas deszcz, który nie dość, że nie miał zamiaru ustać to jeszcze się wzmagał. Dobrze, że wszystko zapakowałem w worki, ponieważ inaczej miałbym wszystko mokre. W prawdzie sama cordura (plecak) nie przemokła, ale szwy tworzące piękne logo firmy tak. Programowy czas tego odcinka to cztery godzinny, dla nas były one wyjątkowo długie. Po dwóch godzinach moja aqua-texowa kurtka zaczęła mi się kleić do ciała. nie dlatego, że przemokła (koszulka była nawet sucha), ale po prostu ją przepociłem. To tak na marginesie jeśli chodzi oddychające membrany. Może to i dobrze, że nie chodzą za nas. Wracając do tematu. Na tej trasie dobrze jest mieć dobre towarzystwo, nawet w dobrej pogodzie. Droga cały czas wiedzie przez las. Zapierających dech widoków nie uświadczycie. Szlak polega na powolnym zdobywaniu wysokości co jest trochę nudne. Raczej się nie zmęczycie. Nas denerwowały tylko strugi deszczu oraz jeansy klejące się do skóry. Około 15:30 stanęliśmy w schronisku na Hali Krupowej (1239 m n.p.m.). Zebrała się tam już całkiem miła gromadka. Po dostaniu noclegu zmieniliśmy szybko odzież i zapakowaliśmy się do śpiworów. Za oknem trochę powiewało i tylko to podtrzymywało nas na duchu, że jutro poprawi się pogoda i pójdziemy dalej. W przeciwnym razie rozważaliśmy powrót do domu. Nie było po prostu sensu iść dalej skoro nie byłoby żadnej satysfakcji w postaci ładnych widoków i zdjęć. Tak więc czekaliśmy do rana.

Sytuacja zmieniła się prawie diametralnie. Powoli się ocieplało i pojedyncze chmury nie zapowiadały w najbliższym czasie deszczu. Szybko spakowaliśmy to co się dało, a resztę suszyliśmy na plecakach, wyglądało to całkiem zabawnie. Buty wyschły na tyle, że mogliśmy iść dalej bez specjalnych sztuczek. 31.05.2002 czas płynął nam znacznie ciekawiej. W końcu mogłem zrobić jakiekolwiek zdjęcia, mimo iż warunki oświetleniowe nie zadowalały mnie w stu procentach. Po drodze mijaliśmy błoto. Zastanawialiśmy się czy płynęły tędy strumienie taki same jak na naszej drodze wczoraj. W niedługim czasie dotarliśmy na Przełęcz Krowiarki (986 m n.p.m.). Tutaj posililiśmy się przed „atakiem szczytowym". Kupiliśmy w bufecie bilet (miła obsługa) i ruszyliśmy na szczyt. Warto zauważyć, że od tej chwili jesteśmy na terenie Babiogórskiego Parku Narodowego. Czerwony szlak pnie się tutaj bardzo ciekawie w górę. Różnica wysokości na odcinku Przełęcz Krowiarki Sokolica wynosi 381m na stosunkowo krótkim odcinku. Najlepiej pokonać ten odcinek nadając sobie średnie sprawdzone tępo i nie zatrzymywać się, aż dojdziecie na Sokolicę (1367 m n.p.m.). Tutaj można odpocząć, rzucić okiem na dalszą drogę min. na Diablak (1725 m n.p.m.) - najwyższy szczyt pasma babiogórskiego i przy okazji całych Beskidów, zarówno Wschodnich jak i Zachodnich. Od tej chwili wzniesienia są znacznie łagodniejsze, a przez to mniej forsujące. Na szczyt Diablaka dotarliśmy o 15:30. Po zrobieniu zdjęć i obejrzeniu pięknej panoramy mieliśmy zamiar trochę popodziwiać widoki, które pokazała nam i tak dość łaskawa królowa. A tu klapa, wiaterek powiewający od rana dał w końcu o sobie znać. Dosłownie w ciągu kilku minut szczyt owinęło „mleko", a my czym prędzej zabraliśmy się za schodzenie w dół Akademicką Percią. Zanim zeszliśmy zdążyliśmy zauważyć, że na Diablaku jest możliwość skorzystania z przejścia granicznego. Swoją drogą schodzenie Akademicką Percią (żółty szlak) w dół i do tego w czasie mgły jest bardzo ciekawe. Nie polecam pokonywania tego odcinka w dół, ze względu na to, że na swojej drodze spotkamy łańcuchy i klamry, które miejscami są konieczne. Po klamrach w dół schodzi się niewygodnie gdyż nie widzimy kolejnych stopni, a to bardzo spowalnia schodzenie. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na zmianę pięter roślinności. Do wysokości 1150 m sięga tutaj piętro regla dolnego z drzewostanem bukowo-jodłowym i sztucznie zaprowadzonym świerkiem; do ok. 1390 m piętro regla górnego, gdzie królują świerczyny tym razem naturalne; wyżej do 1650 m to kraina kosodrzewiny, a potem piętro alpejskie z florą wysokogórską. Po 45 minutach byliśmy na dole. Schronisko bardzo mi się spodobało ze względu na panującą w nim atmosferę. Od razu poczułem, że to nie byle wypad do jakiegoś kurortu wczasowego. Tutaj po zakwaterowaniu bez obciążenia przeszliśmy kawałek Górnego Płaju (niebieski szlak) w stronę Przełęczy Lipnickiej (Krowiarki). Warto poświęcić trochę czasu na ten odcinek. Mimo, że zalesiony, to ma w sobie trochę polskiej magii. O dziewiętnastej byliśmy z powrotem na Markowych Szczawinach. Tutaj zajrzeliśmy jeszcze do muzeum. Zgromadzono tu dokumenty i pamiątki obrazujące rozwój turystyki w rejonie Babiej Góry oraz rolę Hugona Zapałowicza. Znajduje się tu także baza GOPR-u. Można tu uzyskać informacje o pogodzie.

Następnego dnia warunki pogodowe znowu się zmieniły. W rejon Babiej Góry wiatr przywiał mgłę. Na szczęście po wejściu na Małą Babią Górę i dalej w stronę Jałowieckiego Siodła ten sam wiatr powoli przesuwał mgłę w inne rejony. Warto zwrócić uwagę dlaczego wybrałem tą drogę. Szlak turystyczny żółty z Wideł na Markowe Szczawiny przez Czatożę oraz szlak czerwony z Mędralowej na Markowe Szczawiny są zamknięte do odwołania na odcinku Fickowe Rozstaje - Markowe Szczawiny!!! Radzę nie lekceważyć tego zakazu. Najważniejsze na szlaku jest bezpieczeństwo, potem reszta. Wracając na trasę. Dalej udaliśmy się w kierunku Mędralowej (1168 m n.p.m). Szlak wygląda jak wąwóz, w którym drzewa to strome skały, a ścieżka to dno wąwozu. Po drodze na Jałowieckim Siodle jest możliwość skorzystania z przejścia granicznego. Za plecami mamy cały czas widok na fragment pasma Babiej Góry. Za chwilę będziemy wchodzić na Mędralową (1168 m n.p.m). Stąd po raz ostatni Będziemy mięli okazję spojrzeć na Diablak. Może się przydać także informacja, że na Mędralowej jest szałas, który zapewni nam trochę dachu nad głową w razie potrzeby nocowania. Stąd udaliśmy się w stronę Przełęczy Klekociny. Tam znajdziecie między innymi bazę noclegową Zygmuntówkę. Miejsc noclegowych jest tu od groma i trochę, ale brakuje jednego - atmosfery, co nie zmienia faktu, że nocleg tu znajdziecie. Dalej już prosto do Huciska. I tu myślałem, że mnie szlak trafi, ale było już za późno. Asfalt!!! To było straszne 45 min. W tym momencie myślałem, że zrobię krzywdę albo temu, który poprowadził tędy szlak albo autorowi drogi. W końcu dotarliśmy do Huciska. Ot taka wiocha, ale z klimatem. Stąd do Żywca (jest dworzec w Hucisku) i dalej do Katowic.

Reasumując: Podobało mi się bardzo. Miałem okazję chodzić po każdej nawierzchni i w każdych warunkach oprócz opadów śniegu. Zapraszam w rejon Babiej Góry, może kiedyś wybierzemy się razem?

Michał Pawełczyk

»w górę

All © copyright by GT WERTEP. Wszystkie teksty i zdjęcia na stronie oraz sama witryna są objęte prawami autorskimi. Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i zgody administratora jest zabronione. Projekt i wykonanie: Michał"anghan"Pawełczyk. Autorem zdjęcia w nagłówku strony jest Marcin Matyja - Fotografia Ślubna.