Wycieczka do ruin zamku w Tęczynku
Niedziela, 23 czerwiec roku Pańskiego 2002. Słońce prażyło od samego rana. Z całą rodzinką i zapasem humoru, który zawsze przydaje się poza domem pospieszyłem na dworzec PKP w Katowicach. Celem naszej wycieczki były Krzeszowice i w dalszej kolejności Tęczynek. Wsiedliśmy do pociągu Karolinka" kursującego na trasie Katowice Kraków. Jeszcze godzina gapienia się w migające za oknem obrazy i jak na włóczykija przystało, w ruch pójdą nogi.
Wysiedliśmy w Krzeszowicach i po rozczytaniu się w drogowskazie ze szlakami ruszyliśmy na trasę. Od początku wycieczka była pomyślana typowo rekreacyjnie i takie też było tempo. Szlak nie jest świeży, ale można się na nim poznać. Po drodze można mieć problemy najwyżej w kilku miejscach, wszystkie jednak do rozwiązania w ciągu kilkudziesięciu sekund. Nie powinno się sugerować tablicami dla samochodów, ponieważ można w ten sposób nadgonić sporo bezsensownych kilometrów. Niestety trasa w połowie ciągnie się ulicą, która w weekendy jest słabo uczęszczana. W Tęczynku dochodzimy do barokowego kościoła z XVIII wieku. Tutaj skręcamy w prawo i po dłuższej chwili doszliśmy do lasu. Niestety tutaj także prawie do samego końca trasa biegnie asfaltem. Trzeba sobie powiedzieć Asfalt, asfalt über alles i iść dalej. Przy wejściu do lasu znajduje się zbiornik wodny, ale znak informuje o zakazie kąpieli. Szczerze mówiąc byłem troszkę zdziwiony dlaczego, lecz wszystko wyjaśniło się parę metrów dalej. Dwa małe dzikie zbiorniki w całości zasypane odpadkami i różnym innym świństwem. Ponownie sprawdziło się moje powiedzenie: Ty dokuczysz naturze, ona ci [...] skopie.Teraz nie radzę nikomu zanurzać palca w tej wodzie. Odstawmy to na chwilę na bok, ale nie można robić tego bez końca. Człowieku obudź się!!! Po kilku chwilach doszliśmy do małej polanki, gdzie zlokalizowany został mały bufet. Stąd już tylko parę minut do góry i możemy delektować się widokiem ruin.
Jeśli ktoś lubi zwiedzać ruiny to na pewno się nie zawiedzie. Zamek w Tęczynku jest prawie nienaruszony przez współczesną" rękę ludzką. Zamek jest ciekawszy jeśli chodzi o swoją dzikość. Nie ma tu butików, kas z biletami tak jak w Ogrodzieńcu. Ruiny dają możliwość noclegu bez posiadania namiotu, wystarczy trochę spenetrować wejścia w części głównej oraz pierwsze piętro wieży. Nocleg z duchami przodków musi być nie lada przeżyciem :-)
W drodze powrotnej nie było żadnych innowacji. Szliśmy tym samym żółtym szlakiem. Po drodze nie spotkało nas nic nowego poza pływającym asfaltem i żarem płynącym z nieba. Myślałem, że się rozpłynę, ale nie takie rzeczy człowiek znosił. Zacisnąłem zęby i go" na dworzec. Pociąg mieliśmy za półtorej godziny 16:30, więc trochę czasu na spacer i podreperowanie żołądków. Ponieważ była to wycieczka rodzinna to mogliśmy sobie pozwolić na wypróbowanie tutejszej restauracji. Komentując należy stwierdzić, że jedzenie mają tu bardzo dobre i w cenie pozostającej w polskich warunkach jak na tej klasy obiekt. Restauracja nazywa się Zdrojowa" i łatwo do niej trafić idąc ulicą przebiegającą koło dworca kolejowego. Krzeszowice są miasteczkiem małym i do tego sanatoryjnym chociaż nie ukrywam, że na leczenie i wakacje wybrałbym coś innego. Drugim ciekawym punktem może być lodziarnia na tej samej drodze przed restauracją, zaraz za skrzyżowaniem. Ja tu tak nudzę o jedzeniu a ta strona nie ma na celu rozleniwianie was. Tak więc jak to w życiu bywa trzeba się szybko przyzwyczajać do twardej rzeczywistości. Nam zbliżał się czas odjazdu i po godzinie byliśmy w Katowicach.
Michał Pawełczyk
All © copyright by GT WERTEP. Wszystkie teksty i zdjęcia na stronie oraz sama witryna są objęte prawami autorskimi. Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i zgody administratora jest zabronione. Projekt i wykonanie: Michał"anghan"Pawełczyk. Autorem zdjęcia w nagłówku strony jest Marcin Matyja - Fotografia Ślubna.



