Wierchomla 2007

O 7-30 na parkingu w Jaworznie byli obecni już prawie wszyscy uczestnicy obozu narciarsko-szkoleniowego. Z powodu półrocznej abstynencji od wszelkiego sportu, byłem wygłodniały i spragniony narciarstwa. Bałem się jednocześnie, że nie mając odpowiedniego przygotowania kondycyjnego mogę nie dawać rady całych dni spędzać na deskach. Później obawiałem się już tylko o warunki śniegowe...

graja na gitarach na polanie

Podróż minęła bardzo szybko. W autobusie znałem tylko Kamilę, Anię (GT WERTEP) i prezesa z wcześniejszych wycieczek z jaworznickim PTTK. Jechaliśmy przez bardzo dobrze mi znane okolice. Zresztą tereny otaczające Wierchomlę poznaję od dziecka. Spędziłem tu wakacje letnie i zimowe z 10 lat życia. Niebagatelny czas by zwiedzić te przestrzenie. Pobliska Piwniczna służyła mi jako baza wypadowa, tym razem przeniosłem się z obozem do Wierchomli Małej.

Na miejscu przywitała nas przepiękna pogoda. Może świecić tak zawsze – pomyślałem – byle śnieg wytrzymał. Wypakowane rzeczy z autokaru „poleciały” na jeepa, potem na skuter, który wywiózł je pod nasze domki. Taszczenie tego bagażu na górę byłoby wspaniałą zaprawą, ale nikt nie chciał się za bardzo spocić przed czekającym nas obiadem. Teraz jeszcze nasze 116 schodów w górę i jesteśmy w pokoju.

Pokonywanie tego dystansu do domków było nieodzowną częścią naszej egzystencji jeśli tylko chcieliśmy się ruszyć gdzieś dalej poza nasze pokoje. Niektórzy cieszyli się z tego, a inni narzekali. Może były to te same osoby w zależności od dnia i godziny, kto by prowadził statystyki jeśli nie to było najważniejsze.

Po obiedzie wiele z nas wskoczyło w narciarskie uniformy i wyskoczyło na stok. Na stonodze odbył się pierwszy trening dla początkujących, którzy z dnia na dzień jeździli coraz lepiej i już trzeciego dnia pojechali z instruktorem tam gdzie reszta obozu.

Osobiście na nartach nauczyłem się jeździć w zeszłym roku. Jako samouk miałem wiele cech, które różniły się od prawidłowej jazdy na nartach. Owszem radziłem sobie także na trudniejszych trasach, ale styl jazdy niewiele miał wspólnego z tym czego możecie sie nauczyć u instruktora. Przez cały obóz kadra starała się właśnie takie błędy skorygować u wszystkich uczestników obozu, a także nauczyć nowych pożytecznych i ciekawych rzeczy. Instruktorzy PZN choć byli już dosyć wiekowi to i tak jeździli z nas wszystkich najlepiej, najsprawniej i najpiękniej. Ostatniego dnia starałem się nawet rzucić za jednym w pogoń. Myślę, że gdyby wiedział o mojej próbie, to nie miałbym szans. Ale mam jeszcze sporo czasu na treningi. Teraz wiem już na co zwracać uwagę by jeździć jeszcze lepiej.

Pewnie jesteście ciekawi jak w tym roku było z tym śniegiem. Otóż śniegu leżało jeszcze sporo w Wierchomli, ale padający kilka razy deszcz skutecznie zabierał nam pokrywę śnieżną. Już drugiego dnia musieliśmy w dwóch miejscach trasy omijać wiele przetarć do ziemi. Najgorsze były dwa przedostatnie dnie. Na trasach pojawiły się kamienie, duża liczba przetarć i ogrodzenia oddzielające niebezpieczne miejsca. Trzeba było pogodzić się z remontem sprzętu po sezonie i jeździć. Zakładaliśmy, iż lepiej już tutaj nie będzie. Ratraki robiły co mogły, wyjeżdżając także w ciągu dnia, ale w obliczu padającego całą noc deszczu nawet one były bezradne. Zresztą wszyscy wiemy jaka była zima 2006/2007.

Nie samymi nartami żyje narciarz. To stwierdzenie brzmi jak odkrycie Ameryki w 21 wieku. Prawda jest jednak taka, że nie nudziliśmy się na obozie ani chwili. Nawet deszcz nie zamknął nas ani na chwilę w pokojach. Staraliśmy się z Kamilą skutecznie wykorzystać te 8 dni wolnego i jeśli nie było nas na stoku, to bawiliśmy się na konkursie geograficznym, spacerowaliśmy po Małej Wierchomli czy wybraliśmy się na basen. Basenem było to ciężko nazwać, ale w tej 12 metrowej sadzawce byliśmy cały czas pod opieką ratownika. Po chwili zdecydowaliśmy się też skorzystać z jakuzzi, kabiny IRC oraz beczki z zimną wodą. Atrakcje wprawdzie mało turystyczne, ale hotel SPA w którym spędziliśmy dwa wieczory nie dysponował „niestety” niczym mniej luksusowym.

Wyjazd do ośrodka narciarskiego i mieszkanie pod namiotem nie uważam za coś szczególnie sensownego. Z wypoczynku z jaworznickim oddziałem PTTK jesteśmy bardzo zadowoleni. Mamy nadzieje, że w przyszłym roku GT WERTEP znów wyjedzie do Wierchomli na dalsze szkolenie i miły wypoczynek na nartach. Serdecznie pozdrawiamy wszystkich kolegów i kadrę. Jesteście super!

Michał Pawełczyk

»w górę

All © copyright by GT WERTEP. Wszystkie teksty i zdjęcia na stronie oraz sama witryna są objęte prawami autorskimi. Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i zgody administratora jest zabronione. Projekt i wykonanie: Michał"anghan"Pawełczyk. Autorem zdjęcia w nagłówku strony jest Marcin Matyja - Fotografia Ślubna.