Wierchomla 2008

Mniej więcej rok temu wróciliśmy z poprzedniego obozu narciarskiego w Wierchomli. Kamila, Ania i ja byliśmy tak zadowoleni z organizacji wyjazdu i podniesionych przy pomocy instruktorów umiejętności, że bez wahania zapisaliśmy się na kolejną edycję. Dziś już wiemy że było warto.

Pogoda w dniu wyjazdu była bardzo podobna do tej sprzed roku. Byliśmy jednak bardziej spokojni niż rok temu, że choć w miastach śniegu brak to na północnym stoku Jaworzyny, jeśli tylko nie dopadnie nas deszcz, będzie można szusować cały tydzień. Po kilku godzinnej podróży, byliśmy już na miejscu. Na pierwszy rzut oka nic się tu nie zmieniło. Stacja narciarska została wyposażona w przechowalnię na 400 par nart i choć na początku mniej nam się podobało to, że nie mamy prywatnej przechowalni, to jednak bardziej nas cieszyło wkładanie rano nóg do suchych butów.

Niedługo po obiedzie wskoczyliśmy w kombinezony i ruszyliśmy na stok. Śniegu więcej niż rok temu, więc humory nam dopisywały. No i najważniejsze, jazdy na nartach się ot tak nie zapomina. Z Kamilą zjechaliśmy na dół i jeździliśmy na legendarnym jak się później okazało Toczku. Tam też została większość obozu. Tylko Ania jak zwykle gdzieś zniknęła... Grupa początkująca zbierała pierwsze szlifu na Stonodze (wyciągu dla narciarskiej czołówki). Wieczorem po kolacji odbył się jak co roku wieczorek zapoznawczy, na którym zostały między innymi przedstawione niebezpieczeństwa związane z uprawianiem narciarstwa. Jak się niestety później okazało szybko się o tym przekonaliśmy.

reprezentacja GT WERTEP z instruktorem Ryszardem

Czarna niedziela

Kolejnego dnia na stok ruszyły grupy średnio zaawansowane. Dla nas był to pierwszy trening na stoku w tym sezonie i choć ze zjeżdżaniem nie było problemów to z wykonywaniem dobrze ćwiczeń przygotowawczych mieliśmy trudności, staraliśmy się jednak przykładać i powoli szło to do przodu. Z ulga zeszliśmy na obiad, chyba tylko po to by później z nowym zapałem ruszyć na stok i skorzystać z drugiego oddechu. Ania poczuła go chyba aż za bardzo, ponieważ na koniec jednego z szybkich zjazdów główną trasą wywróciła się na końcu i skręciła kolano. Na początku nie wyglądało to jeszcze tragicznie, myśleliśmy, że Ania jeszcze wróci na narty. Niestety, gdy spróbowała jeździć za dwa dni okazało się, że nie ma szans i musiał się na ten sezon już pożegnać z nartami. Później dowiedzieliśmy się, że jej kolega z grupy został podczas ćwiczeń potrącony, w efekcie rozciął nogę własną nartą.

Następnego dnia obozowi poszkodowani ruszyli do szpitala gdzie otrzymali opiekę. Reszta obozu miała treningi rano i wieczorem. Średnio i zaawansowane grupy trenowały rano, po po południu była jazda dowolna i doskonalenie. Początkujący mieli program ułożony na odwrót. Dzisiaj trenowało nam się znacznie lepiej. Pogoda cały czas dopisywała więc z uśmiechem na twarzach wykonywaliśmy kolejne ćwiczenia. Szło nam coraz lepiej. Jazda na nartach i trening stawały się przyjemnością. Zapoczątkowaliśmy też tradycję, z której Kamila i ja nie za bardzo korzystaliśmy. Około godziny 12 zatrzymywaliśmy się przy bufecie w połowie stoku i tam chętni pili gorącą herbatę. Dalej jeździliśmy do 13-30 by spokojnie dotrzeć na obiad o 14.

Jeżdżąc dzień w dzień okazało się, że nasza grupa robi spore postępy i tym samy zrealizowaliśmy kurs dwa dni szybciej niż zakładał instruktor. Nauczyliśmy się nowych rzeczy i Ostatnie dni to już była jazda dla czystej przyjemności przy pomocy wcześniej nabytych umiejętności.

Nie samymi nartami człowiek żyje

Chociaż buty narciarskie mieliśmy na stopach po 8-9 godzin dziennie to jednak czasem bywaliśmy w pokojach, a tam działo się naprawdę sporo. O wszystkim nie mogę napisać ze względu na prawa autorskie do niektórych pomysłów. Wszystkiego nie da się też opisać słowami. Trzeba samemu zobaczyć jak Dexter pierwszej nocy ubiera przez godzinę pościel i dlaczego. Równie ciekawie wyglądało to kolejnej nocy. Ponoć bardzo się ucieszył również po powrocie z dyskoteki. Miałem super kolegów w pokoju. Student socjologii Jacek i dwóch licealistów Bartek i Patryk zapewniali wiele atrakcji w pokoju. Bartek (Dexter) i Jacek byli nowymi adeptami sztuki narciarstwa, codziennie rano motywowaliśmy Jacka do wyjścia z łóżka okrzykiem: „Jaaaaacek! Na Toczek!”. Toczek był naszym ulubionym wyciągiem, ponieważ było tu zawsze bardzo mało ludzi, a biegnąca wzdłuż niego czerwona trasa dawała się wyjeździć.

Slalom

Jak co roku i tym razem udało się rozegrać zawody w slalomie gigancie. Inaczej niż w roku poprzednim było możliwe rozegranie dwóch przejazdów. Startowali wszyscy, oprócz naszych obozowych poszkodowanych. Ania ubrała jednak narty raz jeszcze i wyjechała z nami na slalom by przy starcie robić zdjęcia w okolicach startu. Później raz zjechała na dół i to był już jej ostatni zjazd tego roku. My jeździliśmy jeszcze całe przedpołudnie, a później zdecydowaliśmy odetchnąć przy filmie.

Po kolacji odbyło się spotkanie z Piotrem Kapustianykiem, który piastuje wiele szacownych funkcji w polskim narciarstwie. Jest min. demonstratorem reprezentacji Polski na kongresy narciarstwa odbywające się co 4 lata. Obejrzeliśmy film właśnie z takiego kongresu i posłuchaliśmy krótkiej prelekcji jak taka przygoda wygląda. Na koniec pozostało wręczenie dyplomów i zdjęcie grupowe.

zdjęcie grupowe

Ostatniego dnia pogoda nie zachęcała do wyjazdu w górę. na stoku ulokowało się Rossiniol Demo Tour, ale przy takiej pogodzie wymiana nart nie zainteresowała mnie ani na chwilę. Plan był prosty. Wjeżdżamy głównym wyciągiem trzy razy i uciekamy się suszyć do pokoju. Już po 10s wjazdu moje piankowe spodnie były przemoknięte, a kolejne wjazdy wykonywałem w dziwacznej pozycji stojącej... Ostatecznie ze względu na kompletne pustki na stoku i tym samym mało zjeżdżoną trasę, jeździło się nam tak dobrze, że dotrzymaliśmy umowy. Na koniec trzeciego zjazdu wykonaliśmy popisowy zjazd najstromszą częścią stoku jaka jest w Wierchomli i tak zakończyliśmy tę edycję obozu na stoku.

Pozostało suszenie, dopakowanie reszty ekwipunku i wyjazd do domu. Ciągły opad deszczu pozwalał nam łatwiej się rozstać z Wierchomlą. Dziękujemy organizatorom i prosimy o kolejną edycję w przyszłym roku.

Michał Pawełczyk

»w górę

All © copyright by GT WERTEP. Wszystkie teksty i zdjęcia na stronie oraz sama witryna są objęte prawami autorskimi. Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i zgody administratora jest zabronione. Projekt i wykonanie: Michał"anghan"Pawełczyk. Autorem zdjęcia w nagłówku strony jest Marcin Matyja - Fotografia Ślubna.